Kim jest Macron?

Napisane w dniu

Nie pytajcie się mnie czy cieszę się, że prezydentem Francji został Emmanuel Macron. Nie pytajcie mnie czy cieszę się z przegranej Le Pen. Zacznijcie zadawać pytania o program Macrona, o jego definicję Europy. Zacznijmy pytać o elementy przyszłości, które wykraczają poza polityczną kalkulacje. Francuzi wpadli w tę samą smutną pułapkę, w którą wpadliśmy i my, Polacy kilka lat temu. We Francji, podobnie jak swego czasu w Polsce wybrano mniejsze zło. We Francji nie głosowano za programem Macrona, a przeciwko nacjonalistycznej wizji Le Pen. Macron staje się dla Francuzów tym, kim swego czasu dla Polaków był Tusk, który skutecznie powstrzymywał powrót PiS – u do władzy.

Polacy głosowali na Platformę z lęku przed CBA, pobudkami o czwartej nad ranem, Macierewiczem, wszechwładzą Radia Maryja, smoleńskim szaleństwem i wieloma innymi elementami, które dla klasy średniej były nieakceptowalne. Cena jaką płaciliśmy za wolność od realizacji wizji IV RP była ogromna.

Przypomnijmy:

  1. podwyższenie wieku emerytalnego wprowadzone poniżej jakichkolwiek standardów dialogu;
  2. uelastycznienie rynku pracy realizowane z ogromną szkodą dla młodego pokolenia. Wbrew obietnicom „umowy śmieciowe” stały się quasi standardem, a miały być tylko „na chwilę”;
  3. wyniszczenie sektora MŚP w małych miasteczkach spowodowało ich wyludnienie i wysoki poziom bezrobocia;
  4. komercjalizacja szpitali – przekształcenie szpitali w spółki prawa handlowego doprowadziło do niebezpiecznej dla Pacjentów redukcji zatrudnienia. Platforma w ogromnym stopniu przyczyniła się do sytuacji, w której Pielęgniarki i Położne są zmuszane do pracy na kontraktach (czyli bez prawa do urlopu zdrowotnego), a niektóre z nich spędzają w pracy po 400 godzin miesięcznie, aby zarobić minimum potrzebne do utrzymania rodziny.

Po 8 latach ci sami ludzie, którzy w 2007 i 2010 roku głosowali na PO, PSL i partie lewicowe powiedzieli „dość”! Młodzi ludzie dorośli, założyli rodziny, rozpoczęli karierę zawodową i zaczęli oczekiwać czegoś więcej niż ochrony przed PiS, który z racji upływu czasu i solidnego rebrandingu przestał straszyć Macierewiczem. Polacy zaczęli oczekiwać, że ich ciężka praca, osławiony przez Tuska wzrost PKB zacznie przynosić odczuwalne skutki dla ich portfeli, jakości życia i dawać nadzieję na bezpieczną przyszłość dla ich dzieci. Co więcej, ogromna część Polaków zaprotestowała przeciwko niszczeniu ekspozytury państwa w ich przestrzeni – zamykaniu szpitali, szkół, likwidacji połączeń kolejowych, autobusowych wynikającej z założenia, że o naszym życiu w największym stopniu ma decydować rachunek ekonomiczny.

Wygrał PiS, a resztę historii już znacie.

A Francja? Macron jest neoliberałem, choć na pewno nie tak konserwatywnym ekonomicznie i społecznie jak Rostowski. Jego kampania to plan reform polegający na deregulacji i cięciach oraz uzyskaniu unijnych celów deficytu budżetowego. W mediach społecznościowych popularne było hasło „Ani Macron, ani Le Pen”. Ogromną liczbę interakcji uzyskał również tag na Twitterze – #SansMoiLe7Mai, czyli „7 maja beze mnie”. Niektórzy poszli dalej i pisali hasła typu – neoliberalizm jest tak samo zły, a może nawet gorszy niż faszyzm! Inni z kolei przekonywali, że głos na Macrona zapewni zwycięstwo Le Pen w 2022 roku. Badanie z poprzedniego tygodnia pokazywało, że 50% wyborców Melenchona zagłosuje na Macrona, a 20% na Le Pen.

Nic więc nie jest przesądzone. Lawina hurraoptymistycznych głosów, że zwycięstwo Macrona oznacza zakończenie boju o Europę jest przedwczesne. Neoliberalna Europa będzie powodować rozczarowanie, frustracje i w ostateczności wepchnie kolejne pokolenia w ramiona nacjonalistów. A więc prawdziwa wojna rozegra się we Francji w trakcie czerwcowej kampanii do francuskiego parlamentu. Do tego czasu nie jesteśmy w stanie określić możliwości Macrona i skali jego fenomenu, bądź porażki, patrz – Platforma Obywatelska.